Jakiekolwiek myślenie o wolnej Polsce automatycznie wyklucza wszelkie powiązania z pogrobowcami PZPR i współdziałających  z nimi służbami. Tu nie może być kompromisów i półśrodków. Nie wolno nam tego czynić! Jeśli zaś ktoś ma wątpliwości, to zapytam wprost: w jednym chórze woła krew Katynia i smoleńska – mało nam?


Bo w cynicznym oszukiwaniu ludzi i brutalnym łamaniu wszelkich norm wszyscy poprzednicy byli przy Tusku przedszkolakami, bo przy jego polityce zagranicznej Kwaśniewski wydaje się Piłsudskim, bo osławione „naciski", podsłuchy i „haki" Kaczyńskiego jawią się przy obecnych dziecinadą, a wobec kolejnych kompromitacji prezydenta z nominacji PO blednie wszystko, co najbardziej złośliwi oszczercy insynuowali jego poprzednikowi. (Rafał Ziemkiewicz w „Rzeczypospolitej”)

 
Jak inaczej niż zgłupieniem można nazwać ten stan ducha, gdzie szczytem zdystansowania się od Platformy jest stwierdzenie o symetrii partii rządzącej i opozycji. Powtarzam raz jeszcze. Nie istnieje żadna symetria. W swojej klasie Platforma nie ma sobie równych. Kiedyś sądziłem, że w tej dziedzinie rywalizacji mistrzostwo osiągnęła SLD. Ale przy Platformie to były jednak pętaki. (Ryszard Legutko w tygodniku „Uważam rze”)

 
Nie, żebym podejrzewał obydwu autorów o jakieś niecne zamiary czy o inne resentymenty, ale uprasza się wyżej cytowanych oraz wszelką brać dziennikarską i komentatorską (mam tu na myśli prawdziwych, myślących z troską o Polsce, dziennikarzy i komentatorów) , aby nie tumaniła nas swoimi sugestiami takiego czy innego powrotu do przeszłości. Ja wiem, że PO mocno mruga do spadkobierców siły przewodniej PRL (wódz partii, która nie ma z kim przegrać – czytaj: nie może przegrać – wygląda ostatnio na zmęczonego), ale dla zdrowia psychicznego bardzo usilnie proszę o zaprzestanie kierowania reflektorów na tą zgraną już przecież gromadkę panów Millerów, Oleksych, Kwaśniewskich itp. 
 
Obydwa cytowane fragmenty mogą w głowach co poniektórych rodaków obudzić pragnienie powrotu do „spokojnych” czasów monopolu pożal-się-Boże-lewicy i salonu, który jest obecnie poddawany procesowi reaktywacji przez środowisko specjalistów od protokołu dyplomatycznego z Belwederu. Czytając temu podobne teksty można odnieść mylne wrażenie, że zagubieni zwrotem tzw. mediów Polacy mogliby zatęsknić za spokojnymi fachowcami z SLD. 
 
Myślę, że szczególnie w obliczu tragedii smoleńskiej i jej odniesień do zbrodni katyńskiej naprawdę nie chcielibyśmy przeżywać powrotu człowieka, który swój stosunek do ofiar polityki Sowietów okazał prezentując ohydny taniec podpitego menela.
 
Jakiekolwiek myślenie o wolnej Polsce automatycznie wyklucza wszelkie powiązania z pogrobowcami PZPR i współdziałających  z nimi służbami. Tu nie może być kompromisów i półśrodków. Ostatnie 20 lat od „transformacji” bardzo dobitnie to pokazuje. Jeśli myślimy o uczczeniu pierwszej rocznicy „wypadku” pod Smoleńskiem, a poważnie mówiąc, o nawiązaniu do rozpoczętego przez śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego procesu odbudowy zdrowego państwa, to nie możemy zgodzić się na krok w tył i oddanie władzy ekipie, która była szkolona właśnie po to, aby upozorować odzyskanie przez Polskę suwerenności. Katyń i Smoleńsk dobitnie pokazują, co należy zrobić z ludźmi, którzy reprezentują wolną i suwerenną Rzeczpospolitą. Tym bardziej nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy świadkami wojny polsko-polskiej, gdyż jest to wojna sowiecko/rosyjsko-polska. Zmyleni manipulacjami nie gódźmy się na powrót towarzyszy. Nie wolno nam tego czynić! Jeśli zaś ktoś ma wątpliwości, to zapytam wprost: w jednym chórze woła krew Katynia i smoleńska – mało nam?
 
Jamci
 
Przedruk za zgodą autora