Sytuacja jest krytyczna. Potrzebna jest każda wasza pomoc.
Wpłat na paliwo (żeby można było odebrać psy) oraz utrzymanie w domach tymczasowych zanim trafią do adopcji (tych, które już zostały zabrane) można dokonywać na konto:
(***)
Fundacja straciła wiarygodność
Kontakt w tej sprawie z Panią Agnieszką Pawlicką
agnieszka.pawlicka@poczta.fm
Dramatyczny apel dotyczący warunków, w jakich przebywają psy w jednym ze schronisk w gminie Ełk na Facebooku zamieściła jedna z wolontariuszek Fundacji Rottka, odbierająca tam do adopcji rottweilera.
Po tym apelu (publikuję go poniżej) grupa wolontariuszy pojechała autami do schroniska w Ruskiej Wsi.
Część psów została wypuszczona na wybieg i kilka z nich zostało zabranych do tymczasowych domów. Reszta pozostała w zamknięciu – i nie wiadomo, co stało się ze starymi, schorowanymi, pokaleczonymi, które są poniżej na zdjęciach z wizyty w niedzielę.
Wolontariusze nie odpuszczają – chcą zabrać psiaki i zadbać o ich adopcje i leczenie.
O sprawie będziemy informować na bieżąco.
















Umówiona od wczoraj pojechałam dzisiaj do owego schroniska celem zabrania starego i średnio miłego rottka, który siedzi tam już prawie rok i nie wygląda dobrze.
http://forumrottweiler.vot.pl/viewtopic.php?t=3681
Dotarłam ok. 13.30, schronisko zlokalizowane przy drodze nr 16 Ełk-Orzysz. W dawnych chlewniach, budynki bez dostępu światła dziennego, z wybiegami na zewnątrz i otwieranymi z obu stron drzwiami, w środku brud, smród, wszędzie kupy (schronisko czynne od 7.00 a nie widać sprzątania), psy mokre, pracownicy zmywają odchody w boksach lejąc po psach, odpływy zatkane kupami i sierścią, wiec nic nie spływa, psy leżą na mokrym gównie, te mniejsze wchodzą do betonowych paszników, bo tam sucho, niektóre wychodzą na siatkę (wszystko jest na zdjęciach), ok. 1/3 zwierząt bardzo chudych, część mocno brudnych – sfilcowana sierść obklejona kupami, na kilka psów w boksie jest tylko jedna miska z wodą.
Dużo psów leżących wyglądających na chore. Jeden z ranami i na skórze ubytki w sierści, wygląda na chorobę skóry, pies razem z innymi psami, nie widziałam kwarantanny, szczeniaki razem z dorosłymi, jeden pies jadł sobie szczura – zapytałam pracownika jak to możliwe? Powiedział, że czasem tak jest.
W innym boksie zobaczyłam małego rudego psa/sukę, który miał otwarte rany na głowie i szyi, lała się z nich ropa i krew. Poprosiłam pracownika i pokazałam psa i mówię, że trzeba weterynarza wezwać – a on na to, ze weterynarz będzie w poniedziałek i poszedł dalej, zero reakcji! Na pytanie co się stało powiedział, że pies się nabił na coś, wersja kierownika – suka miała cieczkę i psy ja pogryzły.
Po tym co zobaczyłam postanowiłam zadzwonić do kierownika, żeby wezwał lekarza, postanowiłam także złożyć zawiadomienie na policje o popełnieniu przestępstwa. Zadzwoniłam na policję, przyjechał patrol, potem dochodzeniówka (zrobiła zdjęcia) – niestety odmówiła – co mam na piśmie – zabezpieczenia dokumentacji ewidencji i dokumentacji medycznej. Przyjechał powiatowy lekarz weterynarii, jakiś inny wet, wet schroniskowy i ToZ z Ełku, plus kierownik i właściciel schroniska. Zgodnie uznali, że przesadzam, bo pies przecież mógł poczekać – nie szkodzi, że miał drgawki z bólu.
Stan psa po zszyciu ran (pod narkozą) niestety dla mnie nie wiadomy, nie uzyskałam takiego info. Za to wszyscy zgodnie twierdzili, że się czepiam, bo gdzie indziej jest gorzej i jestem złośliwa. A to, że jak się sprząta i psy polewa się wodą, to pani z ToZu stwierdziła, że to dla ochłody, a że kupy są – jedzą to srają. Że chude – nie wiadomo…
Ani właściciel, ani kierownik, ani pracownicy nie wiedza czy i na co psy leczone, a trochę chorych było. Lekarz powiatowy powiedział, że jakiś pechowy dzień, bo jak on kontrolę robi, to wszystko jest dobrze. Ciekawe co on widzi na tych kontrolach.
Z tego co mi wiadomo gminy płacą stawkę dzienną za psa – i to nie małą – 8-10 zł/dziennie. Psów jest ok. 250. Za taka stawkę można dobrze zadbać o psy, tylko trzeba chcieć. Policjant na koniec składania mojego zawiadomienia z uśmiechem powiedział, ze i tak to nic nie da. Współwłaścicielem spółki jest podobno były kierownik schroniska w Siedliskach. Lek wet. Dabrowski – to jego pracownicy tak ciągnęli psa ze złamana miednicą.
PS. Tu sprawa innego schroniska w Legnicy
